Wreszcie Hiob otworzył usta i przeklinał swój dzień.
Hiob zabrał głos i
tak mówił:
"Niech przepadnie dzień mego urodzenia
i noc, gdy powiedziano: "Poczęty mężczyzna".
Niech dzień ten zamieni się w ciemność,
niech nie dba o niego Bóg w górze.
Niechaj nie świeci mu światło,
niechaj pochłoną go mrok i ciemności.
Niechaj się chmurą zasępi,
niech targnie się nań nawałnica.
Niech noc tę praciemność ogarnie
i niech ją z dni roku wymażą,
niech do miesięcy nie wchodzi!
O, niech ta noc bezpłodną się stanie
i niechaj nie zazna wesela!
Niech ją przeklną złorzeczący dniowi,
którzy są zdolni obudzić Lewiatana.
Niech zgasną jej gwiazdy wieczorne,
by próżno czekała jutrzenki,
źrenic nowego dnia nie ujrzała:
bo nie zamknęła mi drzwi życia,
by zasłonić przede mną mękę.
Dlaczego nie umarłem po wyjściu z łona, nie wyszedłem z wnętrzności, by skonać?
Po cóż mnie przyjęły kolana a piersi podały mi pokarm?
Nie żyłbym jak płód poroniony, jak dziecię, co światła nie znało.
Teraz bym spał, wypoczywał, odetchnąłbym w śnie pogrążony
z królami, ziemskimi władcami, co sobie stawiali grobowce,
wśród wodzów w złoto zasobnych, których domy pełne są srebra.
Tam niegodziwcy nie krzyczą, spokojni, zużyli już siły.
Tam wszyscy więźniowie bez lęku, nie słyszą już głosu strażnika;
tam razem i mały, i wielki, tam sługa jest wolny od pana.
Po co się daje życie strapionym, istnienie złamanym na duchu,
co śmierci czekają na próżno, szukają jej bardziej niż skarbu w roli;
cieszą się, skaczą z radości, weselą się, że doszli do grobu.
Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka.
Płacz stał mi się pożywieniem, jęki moje płyną jak woda,
bo spotkało mnie, czegom się lękał, bałem się, a jednak to przyszło.
Nie znam spokoju ni ciszy, nim spocznę, już wrzawa przychodzi".
Zamieszczam ten obszerny fragment, a dokładniej cały 3 rozdział Księgi Hioba, tak trochę tytułem wyjaśnienia. Może późno, bo od pierwszego wpisu minęło 3 i pół roku, ale chciałem by się tu znalazł. Był bowiem jedną z inspiracji do powstania tego bloga. Angielskie słowa "High Free", które użyłem w tytule bloga, choć same w sobie niosą pewną treść, mają również inne znaczenie. Są nawiązaniem do brzmienia fonetycznego (w języku angielskim) skrótu Hi 3, który w rozwinięciu oznacza: 3. rozdział księgi Hioba.
Choć w Księdze Hioba największe wrażenie intelektualne robi na mnie zakończenie księgi i słowa Hioba wypowiadane w pierwszych wersach 42 rozdziału, to jednak moje serce urzekł 3 rozdział.
Niewiarygodne, jak wiele jest fragmentów w Biblii, gdzie czytamy, jak ktoś narzeka, użala się nad sobą. Nie tylko to, ale także sposób w jaki to robi - żałosne jęki udręczonego życiem bohatera ubrane w liryczny płaszcz. Jest w tym jakieś piękno i rozkosz, przejaw nadziei i czegoś pozytywnego. Bo przecież człowiek bez nadziei milknie, zamyka się w sobie, a tu taki potok słów.
To, co również mnie zachwyca, to skupienie Hioba na sobie, na bólu - to takie ludzkie, takie egocentryczne - i jednocześnie to cały czas Słowo Boże.
Fascynujące.
piątek, 19 lipca 2013
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Świadek
Jak ktoś może zauważył (choć to mało prawdopodobne, bo mam zerowe statystyki odwiedzin), nie pisuję tu zbyt często. Wielokrotnie, w ciągu ostatnich miesięcy, planowałem coś tu "skrobnąć", ale zawsze gdy się do tego zabierałem - poddawałem się i rezygnowałem.Myślę, że powodów jest kilka. Chciałbym, żeby to pisanie mi jakoś pomagało, poprawiało mi humor. Niestety cokolwiek bym tu pisał, jakoś nie sprawia, że wszystko jest ok, a chyba tak to sobie wyobrażałem.
Jednak bywają dni, w które nawet ten blog, niemy i bezduszny świadek moich "chorych" stanów emocjonalnych, jest mi jedynym towarzyszem. Jest wygodny, nie krytykuje, nie wysyła na terapię itd. Dziś jest właśnie taki dzień. Chciałbym tu "wylać" całe swoje wnętrze, ale tak się chyba nie da. Mam wrażenie, że to bez sensu.
Wyznam, że celowo bardzo rzadko pisze o wierze w Boga (choć to chyba najistotniejsza sprawa w moim życiu), ale w takim stanie, jaki aktualnie przeżywam, nie widzę innej pomocy, jak tylko modlitwa. Znów dopadł mnie rozstrój emocjonalny, a ja szczerze nienawidzę tego stanu. Jest nie do zniesienia. Jestem przeraźliwie nadwrażliwy na swoim punkcie oraz swoich kompleksów.
Odkrywam, że celem wszystkiego, co robię jest tak naprawdę zaspokojenie jednej mojej potrzeby - by z kimś być, mieć kogoś do kochania i by kochał mnie. A że wszystko, co robię, to niestety o wiele za mało - efekt jest jaki jest i frustracja we mnie narasta.
Tak sobie czasem czytam, co tu wypisuję i wydaje mi się, że wiem, co bym powiedział komuś, gdyby przyszedł do mnie z takim gadaniem i z takimi problemami, ale kiedy tym kimś jestem ja, wtedy sprawa wygląda już inaczej. Nie rozumiem o co chodzi w życiu, nie wiem dlaczego wszystko się pieprzy, a ja jestem taki beznadziejny. Chciałbym żyć inaczej...
Tyle pitolenia na dziś... Jutro nowy dzień (jak Bóg da) i nowe schizy :)
czwartek, 19 stycznia 2012
Ciekawe...
Zdarzyło mi się kiedyś pisać o tym, że szczęście nie zależy od czynników zewnętrznych (z tego, co pamiętam niejednokrotnie). Dziś jednak widzę, że twierdzenie to koniecznie trzeba zaopatrzyć w dodatkowe wyjaśnienie.
Dlatego, że warunki zewnętrzne mogą mieć na nas kolosalny wpływ. Poczucie komfortu fizycznego i psychicznego wynikające ze świadomości, że mam swoje własne miejsce na tym świecie, gdzie jestem potrzebny, szanowany i akceptowany, może być niesłychanie pomocne, jeśli nie konieczne, by wzrastać.
Miłość, zaufanie, wiara... brzmi sztampowo... nieco górnolotnie?
Być może, ale dziś wyraźnie widzę, że gdybym nie spotkał ludzi, którzy pozwolili mi ich doświadczyć, nie dokonałaby się we mnie zmiana. A gdy spojrzę wstecz, to dostrzegam, jak często gościły w moim życiu. Co ciekawe, wtedy ich nie dostrzegałem.
Pragnę pisać o nich jak najwięcej...
Dlatego, że warunki zewnętrzne mogą mieć na nas kolosalny wpływ. Poczucie komfortu fizycznego i psychicznego wynikające ze świadomości, że mam swoje własne miejsce na tym świecie, gdzie jestem potrzebny, szanowany i akceptowany, może być niesłychanie pomocne, jeśli nie konieczne, by wzrastać.
Miłość, zaufanie, wiara... brzmi sztampowo... nieco górnolotnie?
Być może, ale dziś wyraźnie widzę, że gdybym nie spotkał ludzi, którzy pozwolili mi ich doświadczyć, nie dokonałaby się we mnie zmiana. A gdy spojrzę wstecz, to dostrzegam, jak często gościły w moim życiu. Co ciekawe, wtedy ich nie dostrzegałem.
Pragnę pisać o nich jak najwięcej...
POBUDKA 2
Minęły już 2 lata od pierwszego wpisu i zdarza mi się, raz na jakiś czas, dokonywać pewnej rewizji wpisów. Niekiedy, czytając, zastanawiam się skąd przyszły mi do głowy takie głupoty, nie mówiąc już o pisaniu ich na blogu ;) Ale chyba właśnie o to chodziło i mam nadzieję, że za jakiś czas o tym wpisie pomyślę podobnie.
Nadszedł czas na zmiany...
Jeszcze dokładnie nie wiem jakie, ale moje życie się zmieniło, więc blog też może ;)
I skoro trudny czas, który przeżywałem zaowocował wieloma wpisami, to dlaczego czas, gdy życie daje mi tyle radości miałby przejść bez echa.
Rok 2011 okazał się przełomowy - choć liczba wpisów w tym czasie może świadczyć o czymś zgoła odmiennym.
Sam jeszcze nie wiem, jak o tym wszystkim pisać, ale czuję, że bardzo chcę się tym dzielić. Na zewnątrz - zmiany to: nowy dom i nowa praca. A wewnętrznie... nawet nie wiem od czego zacząć, ale głównie terapia.
Nadszedł czas na zmiany...
Jeszcze dokładnie nie wiem jakie, ale moje życie się zmieniło, więc blog też może ;)
I skoro trudny czas, który przeżywałem zaowocował wieloma wpisami, to dlaczego czas, gdy życie daje mi tyle radości miałby przejść bez echa.
Rok 2011 okazał się przełomowy - choć liczba wpisów w tym czasie może świadczyć o czymś zgoła odmiennym.
Sam jeszcze nie wiem, jak o tym wszystkim pisać, ale czuję, że bardzo chcę się tym dzielić. Na zewnątrz - zmiany to: nowy dom i nowa praca. A wewnętrznie... nawet nie wiem od czego zacząć, ale głównie terapia.
poniedziałek, 28 marca 2011
JEŚLI...
Możesz zapomnieć kapelusza
Rękawiczek notesu z ważnymi adresami
Czegokolwiek wreszcie - po co musiałbyś wrócić
Wracając niespodzianie zobaczysz mnie we łzach
I nie odejdziesz
Jeśli zechcesz pozostać
Nie zapomnij o uśmiechu
Wolno ci nie pamiętać daty moich urodzin
Ani miejsca naszego pierwszego pocałunku
Ani powodu naszej pierwszej sprzeczki
Jeśli jednak chcesz zostać
Nie czyń tego z westchnieniem
Ale z uśmiechem
Zostań
Halina Poświatowska
piątek, 13 sierpnia 2010
UMIERANIE
Zasłyszałem ostatnio ciekawą myśl: "Uczyń więzienie swym domem".
Chodzi o to, by nie walczyć za wszelką cenę z przeciwnościami losu, ale przyjąć je jako dar. W ten sposób wszystkie wydarzenia, które mogą być źródłem nieszczęścia, stają się tym samym sposobnością do rozwoju – ostatecznie szczęściem. Podstawowym warunkiem jest tu jednak wewnętrzna wolność i zgoda na zewnętrzne ograniczenia. Umieranie może być życiodajne :)
Chodzi o to, by nie walczyć za wszelką cenę z przeciwnościami losu, ale przyjąć je jako dar. W ten sposób wszystkie wydarzenia, które mogą być źródłem nieszczęścia, stają się tym samym sposobnością do rozwoju – ostatecznie szczęściem. Podstawowym warunkiem jest tu jednak wewnętrzna wolność i zgoda na zewnętrzne ograniczenia. Umieranie może być życiodajne :)
środa, 21 lipca 2010
PIENINY
Wznoszę swe oczy ku górom:
Skądże nadejdzie mi pomoc?
Pomoc mi przyjdzie od Pana,
co stworzył niebo i ziemię.
Ps 121, 1-2
Wyczekuję. Wpatruję się w dal. Czuwam. Mam nadzieję. Wierzę (choć słabo, ale jednak). Marzę. Wspominam. Planuję. Myślę o wszystkich, którzy są mi bliscy. Jestem wdzięczny.
czwartek, 24 czerwca 2010
T R W A J
Dawno temu, w Egipcie, żył mądry pustelnik. Miał wielu uczniów, jeden z nich przyszedł kiedyś do swojego mistrza i skarżył się: "Chcę czytać Biblię, i czytam ją, ale nic tego nie rozumiem, nic nie zapamiętuję,nic nie wynoszę. Przestanę medytować, jestem zniechęcony." Mistrz nie odpowiedział od razu. Kazał uczniowi wziąć stary wiklinowy koszyk, pójść z nim do Nilu i przynieść w nim trochę wody. Uczeń zdziwił się wielce, ale wypełnił polecenie. Poszedł nad Nil, zanurzył w nim koszyk i przyniósł go do mistrza. Oczywiście koszyk był pusty. Mistrz jednak kazał powtórzyć czynność, drugi raz i trzeci, i czwarty, i piąty. Dopiero po piątym razie powiedział: "Wysyłałem cię po wodę, czerpałeś dziurawym koszykiem wody Nilu i nic nie przynosiłeś - to prawda. Popatrz jednak na koszyk. Był brudny! Teraz jest czysty i lśniący. Sprawiła to ta woda, którą czerpałeś. Nie zatrzymałeś jej, ale ona dała koszykowi oczyszczenie."
Tak samo jest z naszą medytacją. Najważniejsza jest w niej wierność. Nie wszystko będziesz w stanie pojąć. Nie wszystko zapamiętasz. Zawsze jednak medytacja da ci oczyszczenie. Trwaj w niej.
Widzę, że z wiekiem coraz częściej zastanawiam się czy moja egzystencja ma jakiś sens. Domyślam się, że podobne rozterki miewam nie tylko ja. Jednak pytanie pozostaje. Co bowiem jest sensem istnienia człowieka? Dostrzegam, że sami w jakiś sposób stanowimy o swojej wartości np. osiągnięciami, zdobytą wiedzą itp. Na tej życiowej drodze „stawania się” ponosimy wiele porażek. Dla tych, którzy w tej walce się poddali, każdy kolejny dzień jest cierpieniem i nieszczęściem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





