Dawno temu, w Egipcie, żył mądry pustelnik. Miał wielu uczniów, jeden z nich przyszedł kiedyś do swojego mistrza i skarżył się: "Chcę czytać Biblię, i czytam ją, ale nic tego nie rozumiem, nic nie zapamiętuję,nic nie wynoszę. Przestanę medytować, jestem zniechęcony." Mistrz nie odpowiedział od razu. Kazał uczniowi wziąć stary wiklinowy koszyk, pójść z nim do Nilu i przynieść w nim trochę wody. Uczeń zdziwił się wielce, ale wypełnił polecenie. Poszedł nad Nil, zanurzył w nim koszyk i przyniósł go do mistrza. Oczywiście koszyk był pusty. Mistrz jednak kazał powtórzyć czynność, drugi raz i trzeci, i czwarty, i piąty. Dopiero po piątym razie powiedział: "Wysyłałem cię po wodę, czerpałeś dziurawym koszykiem wody Nilu i nic nie przynosiłeś - to prawda. Popatrz jednak na koszyk. Był brudny! Teraz jest czysty i lśniący. Sprawiła to ta woda, którą czerpałeś. Nie zatrzymałeś jej, ale ona dała koszykowi oczyszczenie."
Tak samo jest z naszą medytacją. Najważniejsza jest w niej wierność. Nie wszystko będziesz w stanie pojąć. Nie wszystko zapamiętasz. Zawsze jednak medytacja da ci oczyszczenie. Trwaj w niej.
Widzę, że z wiekiem coraz częściej zastanawiam się czy moja egzystencja ma jakiś sens. Domyślam się, że podobne rozterki miewam nie tylko ja. Jednak pytanie pozostaje. Co bowiem jest sensem istnienia człowieka? Dostrzegam, że sami w jakiś sposób stanowimy o swojej wartości np. osiągnięciami, zdobytą wiedzą itp. Na tej życiowej drodze „stawania się” ponosimy wiele porażek. Dla tych, którzy w tej walce się poddali, każdy kolejny dzień jest cierpieniem i nieszczęściem.