czwartek, 24 czerwca 2010

T R W A J

Dawno temu, w Egipcie, żył mądry pustelnik. Miał wielu uczniów, jeden z nich przyszedł kiedyś do swojego mistrza i skarżył się: "Chcę czytać Biblię, i czytam ją, ale nic tego nie rozumiem, nic nie zapamiętuję,
nic nie wynoszę. Przestanę medytować, jestem zniechęcony." Mistrz nie odpowiedział od razu. Kazał uczniowi wziąć stary wiklinowy koszyk, pójść z nim do Nilu i przynieść w nim trochę wody. Uczeń zdziwił się wielce, ale wypełnił polecenie. Poszedł nad Nil, zanurzył w nim koszyk i przyniósł go do mistrza. Oczywiście koszyk był pusty. Mistrz jednak kazał powtórzyć czynność, drugi raz i trzeci, i czwarty, i piąty. Dopiero po piątym razie powiedział: "Wysyłałem cię po wodę, czerpałeś dziurawym koszykiem wody Nilu i nic nie przynosiłeś - to prawda. Popatrz jednak na koszyk. Był brudny! Teraz jest czysty i lśniący. Sprawiła to ta woda, którą czerpałeś. Nie zatrzymałeś jej, ale ona dała koszykowi oczyszczenie."
Tak samo jest z naszą medytacją. Najważniejsza jest w niej wierność. Nie wszystko będziesz w stanie pojąć. Nie wszystko zapamiętasz. Zawsze jednak medytacja da ci oczyszczenie. Trwaj w niej.

 Widzę, że z wiekiem coraz częściej zastanawiam się czy moja egzystencja ma jakiś sens. Domyślam się, że podobne rozterki miewam nie tylko ja. Jednak pytanie pozostaje. Co bowiem jest sensem istnienia człowieka? Dostrzegam, że sami w jakiś sposób stanowimy o swojej wartości np. osiągnięciami, zdobytą wiedzą itp. Na tej życiowej drodze „stawania się” ponosimy wiele porażek. Dla tych, którzy w tej walce się poddali, każdy kolejny dzień jest cierpieniem i nieszczęściem.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

S C H O D Y


Doszedłem ostatnio do może mało oryginalnego wniosku, że życie ludzkie można przyrównać do wchodzenia po schodach. Jednak to nie wszystko, bowiem w moim wyobrażeniu, każdy kolejny stopień wykuwany jest w skale osobiście. Zatem, by iść naprzód, nie tylko musimy podjąć trud wzniesienia się na kolejny stopień (nauka, porażki), ale także ciężar przygotowania drogi przed sobą (plany, wybory, decyzje). To jednak jeszcze nie koniec. Wszystkie bowiem odłamki skalne pozostałe po tworzeniu nowego stopnia trafiają do kosza, który niesiemy na plecach. I tak z każdym kolejnym krokiem nasz kosz staje się coraz cięższy, a my dźwigamy coraz większy ciężar (dorosłość, odpowiedzialność). Jak zwykle w moim przypadku wizja dość negatywna. Dostrzegam jednak plus w fakcie, że z każdym krokiem nabieramy wprawy w tworzeniu nowego stopnia. Niestety wspinanie się na niego wciąż wymaga trudu, a jak piszę wyżej, z każdym następnym coraz większego (bo z wiekiem możemy zwyczajnie tracić motywację).